Jesteś tutaj: Strona GłównaKM Wodzisław Śląski → Komunikacyjny Wodzisław oczami praktyka

Komunikacyjny Wodzisław oczami praktyka

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Tak oznaczone będą autobusy wodzisławskiej komunikacji miejskiej oraz rokłady jazdy jej dotyczące. Ryc. UM Wodzisła ŚląskiPostanowiłem zostać praktykiem. W ostatnim dniu funkcjonowania w Wodzisławiu Śląskim bezpłatnej komunikacji miejskiej ubrałem się dość charakterystycznie (coby kierowcy mogli potem snuć między sobą opowieści o wariacie jeżdżącym bez celu przez cały dzień autobusami) i postanowiłem zbadać, co też rzeczona ma do zaoferowania mnie, jako pasażerowi.

Skąd pomysł na takie spędzenie wolnego czasu? Nietrudno zauważyć, że teoretycy poszli w bój już kilka tygodni temu. Zakasali rękawy i wypowiedzieli sobie wojnę na argumenty. Z jednej strony Łukasz, mój kolega ze Stowarzyszenia Transportu Zrównoważonego, zaczął wysnuwać hipotezy, prawdopodobnie zresztą słuszne, rozpoczynające się od „co by było, gdyby...”, z drugiej Urząd Miasta Wodzisławia Śląskiego począł odpowiadać skarżącemu, że „gdyby babcia miała wąsy, to byłaby dziadkiem” - że należy skupić się na tym, co udało się osiągnąć, a to, o co nie zadbano, leży już poza gestią samorządu.

Ja jednak nie pretenduję do miana teoretyka. Uważam, że każda ze stron ma trochę racji i nie mnie oceniać, która jest bliższa prawdy. Praktyczne podjeście wydaje się dużo lepsze, bo jest... ten... praktyczne - bliższe człowiekowi.

Na początek kilka liczb. Wsiadłem do pierwszego autobusu już o godzinie 9:20, wysiadłem natomiast z ostatniego o godzinie 16:02. Udało mi się odbyć 12 podróży wszystkimi czterema liniami i przemierzyć dystans ponad 110 km. W tym czasie obserwowałem, obserwowałem i jeszcze raz obserwowałem.

Wnioski ogólne postanowiłem sobie darować. Generalizować każdy potrafi i zazwyczaj nic z tego nie wynika. Gdybym jednak chciał jednym zdaniem ująć to, co miasto zaoferowało pasażerom od 1 stycznia, to napisałbym, że nie ułatwia się pasażerowi, oj nie.

Pierwszym spostrzeżeniem, które wdarło się do mej głowy tuż po przyjeździe na dworzec autobusowy było to, że totalnym absurdem jest równoczesne wypuszczanie z tego samego miejsca autobusów jednej linii, jadących jednak w przeciwnych sobie kierunkach. Tymczasem taka sytuacja ma notorycznie miejsce na linii C. O godzinie 6:28 odjeżdża autobus tej linii do Zawady i o 6:28 jedzie taki sam do Pszowa; 7:28 do Zawady, 7:27 do Pszowa; 8:38 do Zawady i tak samo do Pszowa. Ktoś powie, przecież autobus ma wyświetlacze jednoznacznie informujące o tym, gdzie jedzie. Owszem ma, jednak z tyłu wyświetla się tylko literka C. Widziałem pasażerów biegnących na autobus, którzy dopiero po kilkunastosekundowym sprincie uświadamiali sobie, że biegli na próżno. A co będzie w przypadku awarii któregoś z wyświetlaczy, wolę nawet nie myśleć, bo w żadnym pojeździe nie widziałem rezerwowych tablic z wypisanym kierunkiem podróży.

Problem drugi związany jest z tym, że trzy z czterech linii mają charakter okrężny. W efekcie autobus wykonujący li tylko jeden kurs, zajeżdża na dworzec co najmniej dwukrotnie. Wprowadza to oczywiście chaos wśród pasażerów. Na przykład, jadąc linią A z Wilchw, dotarliśmy na dworzec autobusowy z zamiarem kontynuowania podróży pod szpital. Miłe starsze panie, oczekujące na przystanku, nie wiedziały jednak, że autobus jedzie w kierunku, który ich nie interesuje. Zobaczyły na wyświetlaczu napis „Wilchwy Os.” (całkiem właściwy, bo docelowo wóz tam przecież jechał) i postanowiły wsiadać. Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że spudłowały. Sam autobus złapał natomiast dość spore opóźnienie, bo kilkanaście starszych pań zaczęło z niego wolno wysiadać, nawet nie rozpocząwszy podróży. Problem jest oczywiście do rozwiązania. Wystarczyłoby znacząco oddzielić miejsce, z którego odjeżdża autobus w jednym kierunku, od miejsca, gdzie można złapać pojazd jadący w stronę przeciwną. Ale o tym za chwilę.

Trzecia kwestia wiąże się nieco z poprzednią i jest związana z przepustowością jednego stanowiska odjazdowego. Urząd Miasta Wodzisławia Śląskiego zaplanował, że wszystkie cztery linie będą odjeżdżały z jednego miejsca. W ciągu dnia jest to nawet całkiem przyjemne, bo teraz już nie muszę samotnie czekać na przystanku na mój autobus. Wraz ze mną stoi na nim jeszcze kilka lub kilkanaście innych osób, chcących podróżować innymi liniami. Mogę z nimi porozmawiać i powymieniać doświadczenia, czas więc mija mi szybciej. Niestety, problem zaczyna się w godzinach szczytu. Około 14:30 na jednym jedynym stanowisku odjazdowym wodzisławskiej komunikacji czekała jakaś setka osób. A to źle wróży, bo autobusy miały nadjechać trzy. Najpierw podstawił się wóz realizujący kurs linii C do Pszowa. I oto mamy problem. Okazało się, że w pierwszym rzędzie przy krawężniku nie czekały tylko osoby, zamierzające udać się w kierunku wyżej wymienionym, jak to zapewne zaplanowali włodarze miasta. W efekcie pasażerowie linii C stojący gdzieś z tyłu musieli przepraszać, prosić i grozić, żeby inni, którzy jeszcze nie jadą, odsunęli się i umożliwili im doczłapanie do pierwszych drzwi autobusu. A to jest setka osób! Ile razy można powiedzieć „przepraszam”? Ale to nie koniec. Jako drugi na horyzoncie pojawił się autobus tej samej linii, który planowo udawał się do Zawady. Pech jednak chciał, że tuż za nim zamigotała literka B i kierunek Wilchwy. A więc wojna. Mieszkańcy Zawady zaczęli przeciskać się do przodu, ci natomiast, którym marzyło się zobaczenie okolic kopalni 1 Maja poczęli się wycofywać. Wygrał ten, kto czekał akurat przy drzwiach drugiego autobusu (czyli ja), ale wszystkim innym zafundowano kolejną już w tym dniu zupełnie niepotrzebną lekcję uprzejmości (albo i nie, bo są różne charaktery).

Obserwacja numer cztery. Linie okrężne A i B mają zaplanowane niewielkie przerwy na Wilchwach, po których to pauzach udają się w blisko godzinne podróże po terenie miasta. Niestety, planowy odpoczynek trwa zbyt krótko. Gdy autobus jest kilka minut w plecy, to poświęcając przerwę może od razu w miarę punktualnie rozpocząć kolejny kurs. Problem zaczyna się oczywiście wtedy, gdy pojazd na Wilchwy przyjeżdża znacząco opóźniony, a to również w analizowanym dniu miało miejsce. W efekcie, linie A i B kursowały w godzinach szczytu z około dziesięciominutowym poślizgiem. Co ważne, kierowca nie sprzedawał jeszcze w tym dniu biletów. Aż strach pomyśleć, jak sytuacja wygląda teraz.

Przyszedł czas na ostatnie spostrzeżenie. Miasto Wodzisław Śląski zapowiadało szumnie, że autobusy będą posiadały jednolite malowanie, w dodatku zgodne z barwami miasta. Niestety, żadnego z tych elementów nie udało się spełnić. Po pierwsze nie jest ono jednolite, po drugie nie pokrywa się z kolorami herbu. Z planowanego niebieskiego paska u góry nic nie wyszło, ale to jeszcze można wybaczyć. Nijak nie potrafię zrozumieć jednak, dlaczego jeden z autobusów jest biało-niebieski! Owszem, łatwo to wytłumaczyć komuś, kto wie, że ostatnio kursował on po Rybniku. Ale tu jest Wodzisław, nie Rybnik! Na domiar złego bardzo podobne malowanie przyjął niedawno jeżdżący na powiatowych liniach PKS w Raciborzu. Jak tu się nie pomylić?

Komentarze   

+2 #3 RE: Komunikacyjny Wodzisław oczami praktykaToffi 2013-01-16 20:24
... a do reszty spostrzeżeń trudno sie doczepić , myślę że wiekszość autor słusznie opisał i wydaje się że to sprawy do rozwiazania bez większych komplikacji
Cytować
+2 #2 RE: Komunikacyjny Wodzisław oczami praktykaToffi 2013-01-16 20:20
W umowie jest napisane że jeden z pojazdów do dnia 31.01.2013 roku może być w iinej barwie niż przewiduje organizator .
Cytować
+5 #1 RE: Komunikacyjny Wodzisław oczami praktykapiotrek 2013-01-16 16:25
Moim zdaniem oznakowanie powinno być cyfrowe a nie literowe, dla każdej inny numer a nie, że są dwie linie C i dwie linie D i to rozwiązałoby chyba większość problemów opisanych tutaj. Co do malowania autobus w barwy miasta, bądźmy szczerzy kto na to patrzy? Autobusy powinny być dobrze oznakowane a nie omalowane.
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

© ROWkom - regionalny informator komunikacyjny

Jesteś tutaj: Strona GłównaKM Wodzisław Śląski → Komunikacyjny Wodzisław oczami praktyka